Książka

„Cenzura domowa” w poezji dziecięcej

Co, jeśli poezja dziecięca narusza mój światopogląd? Co, jeśli w wierszach adresowanych do dzieci jedzą mięso, a ja jestem „wege”?

To jasne, że „jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził”. A już na pewno nie taki, który dogodziłby wszystkim zawsze i by idealnie nadążył za rozwojem ludzkiej myśli przez kolejne dekady, wieki, epoki.

Być może, gdyby wielcy klasycy dziecięcej poezji tworzyli i żyli współcześnie, pewne rzeczy ujęliby inaczej. Być może Kaczka Dziwaczka nie zostałaby upieczona i podana w brytfannie jako zając. Być może dla Jana Brzechwy ważny byłby wegetariański lub wegański styl życia. Nie jest wiedzą tajemną, że ewoluujemy. Coś, co jest typowe dziś, niekoniecznie było takie zawsze. Coś, co dawniej było akceptowane masowo, może być, i bywa, zupełnie nieakceptowane współcześnie.

W kilku słowach dygresji – Maria Konopnicka nie mogła przeżyć zapędów swojej córki Lorki do zostania aktorką, (co się i tak z powodzeniem w końcu Lorce udało), ponieważ, co może zdziwić, wówczas zawód aktorki w powszechnej opinii kojarzył się jednoznacznie z najstarszym zawodem świata. A dziś? Niewątpliwie z prestiżem, ze sztuką, bo tą właśnie aktorstwo jest.

Przemoc w klasyce... Czy to w ogóle możliwe?

Masowo akceptowana dawniej – dziś słusznie i miejmy nadzieję, że wszystkich – oburza. Na pierwszy z brzegu przykład nasuwają się „klapsy”. Mam nadzieje, że nie tylko dla mnie jest to nie do pomyślenia, ale dawniej oznaczały swojego rodzaju przejaw troski rodzicielskiej. To, że drastycznie chybiony, to już jasne. I wierzę, że współcześnie zupełnie wyeliminowany, tak jak i społeczne przyzwolenie na tego typu haniebne praktyki. Ale patrz akapit wyżej: „coś, co dziś masowo oburza, dawniej bywało normą i odwrotnie”. W poezji dziecięcej tworzonej przez naszych rodzimych wielkich pisarzy pojawiają się np. wątki klapsa. Co ja z tym robię? Na pewno nie rezygnuję z czytania, tylko cenzuruję. Czy to w prozie, czy to w poezji dziecięcej, czy to w polskiej, czy w zagranicznej – uczciwie przyznam: czytane fragmenty poddaję cenzurze. Podczas czytania nie wygłaszam, na przykład, że “Mała Syrenka” Andersena miała dylemat: czy zabić, zgodnie z poradami sióstr, ukochanego. A Jak w poezji pojawia się fragment nawiązujący do bicia, do klapsa (a pojawia) to „przebieram” ten fragment w inne słowa.

„Brzydkie” określenia.

W klasycznej poezji nieżyjących już wspaniałych pisarzy pojawiają się słowa, określenia, których być może nie chcemy czytać ani powtarzać naszym dzieciom, bo mamy prawo uważać je za niewłaściwe, a nawet niedopuszczalne. (Ja, na przykład, czytając swojej, małej jeszcze córce, nie rezygnuje z utworów, w których pojawia się słowo „głupi”, tylko zamieniam „głupi” na niemądry, a zamiast „zabił” u nas jest „wygonił”, „wypędził”). Takie bieżące spontaniczne zmiany tekstu w trakcie czytania łatwiejsze są w prozie, w poezji pojawia się dodatkowa trudność, aby zachować melodyjność, rym, ale też jest to jak najbardziej możliwe i często się udaje. Nie krytykuję też, jeżeli ktoś uważa, że czytanie wszystkiego w pierwotnych brzmieniach jest w porządku, czy to „Czerwonego Kapturka”, którego fragmenty można określić jako drastyczne, czy innych dzieł literackich, nawet “Małej Syrenki” :). Ze swojego dzieciństwa pamiętam detale, które dziś, czytając (jeszcze małej) córce, świadomie omijam, ponieważ takiego dokonuje wyboru, ze względu na jej wiek i wrażliwość. To od nas zależy, co i jak będziemy czytać oraz przekazywać naszym dzieciom. Od nas i od naszych dzieci – od tego, co są w stanie na danym etapie rozwoju prawidłowo zrozumieć i przyjąć z największą dla siebie korzyścią. Po prostu, słuchając swoich dzieci i podążając za nimi, wiemy najlepiej, co je rozwija i co im służy.

O czym pisze Beata Gruszecka-Małek?

Tworzona przeze mnie poezja dziecięca klasyczna, traktuje o różnych zjawiskach, nie pomija emocji. Pojawia się w niej złość, smutek, frustracja, strach, wstyd, ale przede wszystkim reakcje na emocje i promocja właściwych postaw, norm i wartości ogólnoludzkich. W treściach daję miejsce wytrwałości, samoakceptacji, współpracy, wartości pracy, podkreślam odpoczynek, zabawę, przyjaźń, tolerancję, rozwagę, umiar, kulturę osobistą, zdrowy dystans, zdrowy rozsądek,

umiejętność śmiania się i cieszenia, empatię, życzliwość, wytrwałość, rzetelność. Staram się jednocześnie nie omijać groteski i ironii. Wiersze dla dzieci buduję w taki sposób, aby wnosiły coś trwalszego do życia dziecka i jego pojęcia o świecie i nie nudziły dorosłych, ale przede wszystkim dawały przestrzeń do zabawy i miło spędzonego czasu. Moimi mistrzami poezji dziecięcej, czytanymi notorycznie po dziś dzień, są Tuwim i Brzechwa.

Warto sięgać do tego, co jest aktualne i dostępne dziś, ale nie zamykać się na to, co było.

Kolory/colours

Książka

Bałwan/ Snowman (Snołmen)

Był sobie bałwan, nieduży, mały,
jak śnieg całkiem white, a white znaczy biały.

Oczy miał black, black — kolor czarny,
czarny jak węgiel prosto z kopalni.

Garnek na głowie — red, więc czerwony
i szalik miał green (green to zielony).

Zima jest biała (white) z każdej strony,
białego puchu spadły już tony,

ubrała Iga różowy szalik,
(pink to różowy, widać z oddali),

włożyła czapkę, też pink, na głowę,
i violet buty — więc fioletowe.

Cała ubrała się ciepło, że hej,
(płaszcz długi, szary — szary to grey).

Bałwan sam stoi, nie licząc wrony –
Igusia twierdzi: „brakuje żony”.

I już po chwili oboje stali,
od Igi miotły w ręce dostali,

(miotły brązowe, brown to brązowy)
a pani bałwan też red na głowę –

czapkę czerwoną (czerwień — red — znamy).
(Czapkę Igusia wzięła od mamy.)

A rękawiczki to wszyscy mieli…
żółte — yellow — jak… kaczka w kąpieli.

Piękny to widok był pośród bieli.
Niebo niebieskie nad sobą mieli.

Blue to niebieski, blue kolor nieba,
lecz idzie wieczór — do domu trzeba.

Błysnęło światło pomarańczowe,
dzień zimą krótki — nie jest to nowe.

(orange to kolor pomarańczowy).
W dziupli zaczęły budzić się sowy,

już nie tak biało, lecz złoto w świetle
(gold — kolor złoty), a cienie rozwlekłe.

Złoto i srebrnie, pięknie dokoła,
bałwan wesoły, żona wesoła.

Silver to srebrny, też warto znać.
Cichutko, Iga już poszła spać…

Nauka miesięcy w języku angielskim

Miesiące/ Months

Biały styczeń — January,

bywa tak, że cały w bieli,

a gdy pada śniegu puszek,

jest jak piórka stu poduszek.

 

Luty zwany February,

choćby bardzo wszyscy chcieli,

nie przyniesie z sobą wiosny,

lecz czternasty dzień miłosny.

 

Marzec — March to miesiąc trzeci —

coraz bardziej słońce świeci —

wreszcie zimę w wiosnę zmieni,

lód stopnieje od promieni.

 

Kwiecień — April, kwiaty sieje,

w sercach sieje zaś nadzieje,

bo się wszystko nowe rodzi,

wzbudza radość, wzbudza podziw.

 

Maj to po angielsku May,

a ty wiosnę w sercu miej,

zapach bzu gdzieś o poranku

i stokrotki w polnym wianku.

 

Letni czerwiec to jest June,

słychać w dali rzeczki szum

i kto mówi, ten ma rację,

że niedługo są wakacje.

 

Lipiec – lipiec to July,

bardzo miło, w to mi graj,

odpoczynek i zabawa,

i wędrówka i wyprawa.

 

Sierpień — August: ciepło, miło,

niechby się to nie skończyło

(dzieci pewnie by wolały,

by wakacje dłużej trwały).

 

I September — wrzesień wita,

to wiadomość znakomita,

bo wakacje są wesołe,

ale też wesoło w szkole.

 

Październik — October, jesień —

zwykle chłodno w tym okresie

(niezależnie jak na dworze,

można w dobrym być humorze).

 

A November to listopad,

pierwszy liść już dawno opadł,

i nic złego, gdy deszczowo —

w deszcz parasol mam nad głową.

 

Grudzień już, December miły,

więc marzenia się spełniły,

śnieg, mikołaj, sanki, święta,

każda buzia uśmiechnięta.

Dni tygodnia w języku angielskim.

Dni tygodnia po angielsku

Beata Gruzecka-Małek Tydzień/week

 

Monday znaczy poniedziałek

i tygodnia to kawałek,

bywa czasem niespodziany,

zwłaszcza wtedy gdy jest lany.

 

Tuesday – wtorek, nie inaczej,

z czwartkiem się nie spotka raczej,

bo za bardzo oddalony –

czwartku nie ma z żadnej strony.

 

Wednesday – środa, dzień środkowy,

niby zwykły dzień, typowy,

lecz to sprawa jest niewąska –

jest miejscowość Środa Śląska.

 

Thursday — czwartek, takie gusty,

że raz w roku bywa tłusty,

wówczas pączek lub faworek –

jemy w czwartek (nie we wtorek).

 

Friday – piątek tak lubiany,

weekend już zapowiedziany,

już nadchodzi w nasze progi.

Jeszcze chwilka – weekend drogi.

 

Saturday sobota miła,

przy sprzątaniu się zmęczyła,

lecz to czyste przyjemności

w czystym domu witać gości.

 

Sunday znaczy to niedziela,

wspólny czas, z rodziną relaks,

i tak jest, i się nie zdaje,

po niej ktoś do szkoły wstaje.

 

I ot taka to nowina,

że znów Monday się zaczyna.

Monday znaczy poniedziałek

i tygodnia to kawałek…

Jak zachęcić dziecko do książek?

Każdy z nas, rodziców i opiekunów, świadomy tego, jak cenny wpływ na rozwój naszych pociech mają książki, pragnie swoje dziecko jak najprędzej z nimi zapoznawać i wśród nich wychowywać.
Małe dziecko zachęcamy do literatury, pozwalając mu na początek, według zupełnie jego zasad z książką obcować (przeważnie gumową czy szmacianą, później kartonikową). Dzieci wówczas chętnie na to przystają, z czasem, odpowiednio pokierowane, pokazują krówkę, świnkę, pieska itd.- pierwsze książeczki dla najmniejszych dzieci są chętnie przez maluchy eksploatowane, ale co, gdy troszkę większe dziecko niechętnie spędza czas przy książce?

Uruchamiaj więcej zmysłów dziecka niż sam słuch.

Pierwsza porada to: uruchamiaj więcej zmysłów dziecka niż sam słuch, więc: pokazuj, gestykuluj, naśladuj dźwięki, zmieniaj głosy, moduluj głosem, angażuj emocje dziecka i sam/sama przede wszystkim dobrze się przy tym baw. Poczuj się aktorem 🙂 Takie ekspresyjne, emocjonalne czytanie nieraz okazuje się trudne, możemy czuć się skrępowani sami przed sobą, ale warto się przełamać, bo to na prawdę nam, czytającym, też przyniesie wielką frajdę. Dziecko zachęcone albo po prostu „od zawsze” lubiące czytanie (są i takie) może poprosić o codzienne prezentowanie mu jednej i tej samej historii…I super, cel osiągnięty :), ale dla czytającego może to już tak atrakcyjne nie być. Jednakże jeśli potraktujemy sprawę zadaniowo i „ćwiczeniowo”, może się okazać, że dla nas też czytana 40. raz Calineczka jest dalej emocjonująca. Kształtujmy na tej powtarzającej się opowieści nasze super umiejętności, które będą się same dość obiektywnie weryfikować — za którymś razem, z pewnością dostrzeżemy i poczujemy, że czytamy jeszcze lepiej, jeszcze żywiej, żwawiej i ciekawej niż na początku.

Ważna jest pora dnia, atmosfera i zainteresowania dziecka.

Porada numer dwa: podczas czytania, jeśli dziecko tylko ma takie życzenie, pozwalajmy mu przerywać, aby mogło dopytać o coś, coś skwitować, dopowiedzieć (u nas ostatnio: „a czy Calineczka odwiedziła jeszcze mamę”?)
Dzieci są czujne, spostrzegawcze, mądre, niezwykle inteligentne — wyłapują czasem pewne niespójności w fabule, a naszym zadaniem jest znaleźć konstruktywne i logiczne odpowiedzi na ich wszelkie zagadnienia.

Wracając do przekonywania dzieci do książek, punkt trzeci: gdy już przećwiczyliśmy (można użyć dyktafonu) sposoby ciekawego czytania, to teraz czas na stworzenie atmosfery: znajdujemy sobie w domu jakiś miły kąt i wyznaczamy ulubioną lub optymalną porę dnia np. gdy dziecko akurat jest wyciszone i potrzebny mu odpoczynek. Jeżeli w waszym przypadku, jako tako egzamin zdają tylko wieczorne próby czytania, to też dużo i też świetnie.

Cztery: wybierajcie na początek taką literaturę, jaka dziecko najbardziej interesuje, koniecznie z dużą ilością ilustracji i z nie za dużą ilością treści. Tu pomysłowość nie ma końca, bo jest adekwatna do upodobań naszych pociech: dinozaury maszyny rolnicze, kosmos etc. Stopniowo można wydłużać czas spędzony przy książce, ale piszemy o zachęcaniu, wiec zakładamy, że mamy do czynienia z dziećmi, które, jak na razie, z książkami są mniej za pan brat, wiec niech te spotkania będą krótkie — wierszyki to świetny pomysł. Któż nie zna Stefka burczymuchy, Samochwały, Małpy w kąpieli, Lokomotywy czy Kwoki traktującej świat z wysoka? Poezję, jako krótką, a treściwą i ciekawą polecamy szczególnie.

Systematyczność, systematyczność, systematyczność i jeszcze raz cierpliwość 🙂

Pięć: systematyczność — czytajcie codziennie, najlepiej o tej samej porze, choć przez chwilę, a z czasem stanie się to rytuałem, oczekiwanym i lubianym. Nie jest przecież tajemnicą, że w taki sposób powstają różnego rodzaju nawyki, więc niech będą to dobre nawyki. Proces powstawania nawyku opiera się na wielokrotności powtórzeń. A więc jeszcze raz: systematyczność 🙂

Punkt szósty: cierpliwość jako podstawa wszelkich dążeń. Jeśli widzimy dziecko niechętnie nastawione do naszych starań to owszem, może to „demotywować”, ale pielęgnujmy w sobie wewnętrzny spokój i przekonanie, że efekty przyjdą z czasem. Nasz spokój, cierpliwość, systematyczność, przybliżają nas do sukcesu. Miejmy to na uwadze, że sukces przychodzi niespodziewanie. Nagle następuje tak zwany przełom i dzieje się tak dzięki staraniom w różnych aspektach wychowawczych. Codziennie trwa proces, który się na to składa, ale efekt, gdy się pojawia, wydaje się zadziwiający i pozornie „nagły”: dziecko może nagle zmienić do czegoś nastawianie, np. przestanie się bać strzyżenia, zacznie jeść coś, do czego tak trudno było je zachęcić, połknie łyżkę syropu bez grymaszenia, a w naszym przypadku w końcu samo upomni się o czytanie :).

Siedem — nie spodziewaj się efektów w konkretnym czasie tylko wiedz, że każdy dzień zbliża cię do celu. Jeżeli zachęcanie miałoby trwać miesiąc, 3 miesiące, pół roku, to co? Odpuścisz? Nie myśl kategorią „kiedy?”.

Po ósme nie porównuj swojego dziecka do innych, nie mów nigdy, że przeczytacie choć jedną bajeczkę, bo Kasia, Basia, Jola, tak chętnie słuchają bajeczek… To nie jest dobry sposób. No, chyba że na zaniżenie dziecku jego samooceny… Dzieci są jedyne w swoim rodzaju i porównywanie jest złe. Ważny/ważna jesteś tylko ty i twoje dziecko w tej sytuacji i innych ludzi pomiędzy wami nie ma.

Szczerość zawsze w cenie.

Dziewięć: szczere tłumaczenie, dlaczego, zależy Ci na tym, abyście wspólnie poczytali, wyjaśnienie, dlaczego czytanie jest ważne i jak ważne dla Ciebie jest Twoje dziecko, to też dobry sposób. Nie ma żadnych przeszkód, abyś wytłumaczył/wytłumaczyła dziecku, dlaczego tak ci na tym zależy i jakie korzyści płyną ze wspólnego czasu przy książce. Dziecko powinno wiedzieć, że dzięki temu kształtuje się jego wiedza, słownictwo, postawy. Można oczywiście, w jak najprostszy sposób wyjaśnić, że z danego wierszyka np. dowiemy się jak być miłym, a inny z kolei nas rozbawi. Nie trzeba tu wielkiej filozofii 🙂

Porada numer dziesięć: czytaj dla siebie! Czyli modelowanie… Jeśli dziecko będzie widzieć z książką ciebie, to wielka szansa, że prędzej czy później to Ty będziesz widzieć z książką swoje dziecko.

Bawcie się dobrze!

Jedenaście: organizuj zabawy z czytaniem w tle albo plany czytania. Zabawą może być czytanie misiom albo wyjaśnianie lalom, co ciekawego ma w sobie dana książeczka. A może poproś dziecko, aby pomogło Ci wyjaśnić lali, dlaczego czytanie jest ważne:). Można przeprowadzić cały rytuał zabawowy, jemy kolację: dziecko i miś lub lala, kąpiemy dziecko, kąpiemy lalę, ubieramy w piżamkę i czytamy… Plan może polegać na tym, że ułożycie sobie kilka książeczek (najlepiej krótkich), pozwól dziecku wybrać, jeśli chce i to będzie wasz plan do wykonania, umów się z dzieckiem, że codziennie będziecie czytać jedną, a jak stosik zniknie, to będzie nagroda niespodzianka (albo wiadoma nagroda) np. naklejki 🙂 Dziecko zaangażowane w „plan”, który wstępnie zaaprobowało i wyraziło już na jego przeprowadzenie jakąś zgodę, prawdopodobnie pozwoli na jego wykonanie, bez bardzo wielkich przeszkód.

Punkt numer dwanaście: nigdy nie zmuszaj dziecka, nie złość się, a jeśli masz okazywać w tej sytuacji złość i zniecierpliwienie – zaniechaj i odpuść całkowicie, aby popracować nad swoim podejściem i emocjami.

Trzynastka: Pamiętaj, że łatwiej jest zmienić coś, co się akceptuje. Pogódź się z tym, że Twoje dziecko np. nie lubi książek, ale wiedz, że to, że nie lubi ich dziś, wcale nie oznacza tego, że nie będzie ich lubić w przyszłości. Akceptuj to, że dzisiaj tak jest i rób to, co możesz (patrz punkty wyżej 🙂 ), aby to zmienić. Akceptacja pomaga zredukować złość i ewentualne niezadowolenie, pomaga zwiększyć pokłady cierpliwości. Uszanuj to, że twoje dziecko nie lubi książek. Brzmi dziwnie? Wcale nie. Akceptacja w żadnym razie nie oznacza bierności, a jest jedynie dostrzeżeniem faktu. Pozwoli ci to na zdrowe podejście, pełne spokoju i rozsądku. Dzięki temu twoje dziecko nie odczuje na sobie presji, bo ty nie będziesz jej wywierać (nawet podświadomie).

Podsumowanie:

1 Czytaj w sposób zaangażowany i atrakcyjny dla dziecka: pokazuj, gestykuluj, podkładaj głosy, wydawaj dźwięki.
2 Pozwól dziecku na przerywanie i zadawanie pytań.
3 Stwórz dziecku atmosferę, miły kąt do czytania i wybierz optymalną porę dnia np. gdy dziecko potrzebuje odpoczynku (czytanie po zabawie lub na dobranoc to dobry pomysł).
4 Wybieraj książki o tym, co żywo dziecko na co dzień interesuje: dinozaury, kosmos, księżniczki etc.
5 Czytaj systematyczne, najlepiej co dzień o tej samej porze.
6. Bądź cierpliwy/cierpliwa.
7. Nie oczekuj efektu „od zaraz”, pamiętaj, że to proces, który wymaga czasu.
8. Nigdy nie porównuj dziecka do innych dzieci, które lubią czytać — każde dziecko jest inne, a najlepsze jest twoje:)
9. Wyjaśnij dziecku, dlaczego czytanie dzieciom jest ważne, dlaczego Tobie na tym zależy — przekaż mu to w sposób możliwy dla niego do zrozumienia.
10. Czytaj też dla siebie, niech dziecko widzi cię z książką.
11. Organizuj zabawy i plany, czytaj misiom, lalom. Umówcie się na przeczytanie kilku książek przez kilka dni i na drobną nagrodę (np. naklejki) po zniknięciu zaplanowanego do przeczytania (niedużego) stosika.
12. Nie zmuszaj dziecka
13. Pamiętaj, że łatwiej zmienić coś, co się akceptuje — nie wywieraj na dziecku presji i działaj ze spokojem i świadomością faktu, że to, że dziś dziecko nie lubi książek (a ma takie prawo) nie oznacza, że nie będzie lubić ich w przyszłości. Działaj spokojnie.

Dziękujemy za przeczytanie wpisu, jeśli okazał się pomocny, zostaw jakiś ślad w komentarzu.
Życzymy powodzenia i wierzymy, że się uda, jednakże jeśli pomimo Twoich cierpliwych i systematycznych starań, niechęć twojego dziecka do książek, jest tak olbrzymia, że wzbudza twój niepokój, nie wahaj się sięgnąć po poradę specjalisty np. psychologa dziecięcego.

Czytanie dziecku jest ważne!

Dlaczego czytanie dziecku jest takie potrzebne?

Z czytania dzieciom płyną same korzyści i obopólna radość. Naukowcy twierdzą, że wystarczy już 20
minut czytania dziecku dziennie, wartościowej literatury, aby skutecznie wspierać jego rozwój.
Czytanie niesie wszechstronne korzyści, stanowi część edukacji językowej, wykształca umiejętność
słuchania, rozwija wyobraźnię, koncentrację, odpręża i relaksuje, uczy komunikacji międzyludzkiej,
kształtuje osobowość, poszerza wiedzę i wiele, wiele innych. Czytanie dzieciom to doskonała forma
wspólnego spędzania czasu, szczególnie przed snem – ułatwia to dziecku zaśnięcie, poza tym w
dzisiejszym mocno rozpędzonym świecie pozwala na chwilę zatrzymania, wspólnego odpoczynku,
okazania zainteresowania, miłości, zadbania o więzi rodzinne. Czytając z troską dziecku, okazujemy mu
swoją miłość. Często, zapracowani rodzice, odnajdują dopiero wieczorem czas na niezakłócony innymi
czynnościami kontakt z dzieckiem. Każda pora jest dobra na czytanie, ale dlaczego, tak skuteczne
częstokroć okazuje się czytanie wieczorem? Dlatego, że nasza podświadomość nigdy nie zasypia i nawet po zamknięciu powiek układa się w niej i koduje mnóstwo spraw 🙂
Czytajmy dzieciom codziennie! 🙂

Czytanie dziecku jest ważne! Ale jak w ogóle zacząć czytać?

Czytanie dziecku to nie lada wyzwanie. Nie jest to wielkim odkryciem, że dzieci, szczególnie małe, nie skupią uwagi na czynności, która je żywo nie zainteresuje. Więc jak tu czytać dziecku?

Nie bez znaczenia jest pora dnia. Doskonałą porą, od lat sprawdzoną jest wieczór, ale żadna inna nie jest gorsza, jeśli tak zdecyduje dziecko 🙂

Warto przyjrzeć się naszemu sposobowi czytania. Nie każdy rodzi się z takim darem, aby umieć czytane treści przedstawiać ekspresyjnie, dynamicznie, a przy tym pokazując synchronicznie każdy czytany fragment i wszystko, co się da na ilustracji, ale wszystko się da wyćwiczyć. I jest tylko jeden sposób: czytać, czytać, czytać.

 

Jakkolwiek czytasz, zawsze robisz to dobrze (bo czytasz), ale warto się w tym rozwijać.

I nie zrażać nigdy, nawet jeśli pomimo naszego kunsztu aktorskiego, dziecko nie będzie tym zainteresowane. Czytanie powinno być przyjemnością dla obu stron, nie karą, nie obowiązkiem, tylko doskonale wspólnie spędzonym, rozwijającym czasem. Są dzieci nieomal z książką urodzone, które same wieczorami (szczególnie chcąc przedłużać w nieskończoność swoją przytomność 🙂 ) podstawiają opiekunom kolejną i kolejną bajeczkę. Ale są też takie, którym z książeczkami jest mniej po drodze – nie należy nigdy porównywać… Jest mnóstwo sposobów, aby zachęcić dziecko do słuchania i/lub oglądania książeczek (samo oglądanie to bardzo dużo!). Niezależnie od sytuacji – czy chcemy pozyskać słuchacza, czy słuchacz już został pozyskany to „ruszmy” się czytając, nie wstydźmy się podkładać głosów, modulować i pokazywać wolną ręką jak np. kręcą się koła „Lokomotywy”.

O tym, jak pozyskać słuchacza w innym poście, ale najważniejsze, żeby nigdy nie wywierać presji, ani na dziecku, ani na sobie 🙂

Dołącz dolisty oczekujących Poinformujemy Cię, gdy produkt pojawi się w magazynie. Podaj poniżej swój adres e-mail.
Przewiń do góry

Sprawdź bestseller 2021 r.

  • Duże litery drukowane wierszykiem opisane

    29,95  Dodaj do koszyka

    Książka w twardej oprawie, 68 stron. Nr ISBN 978-83-961562-0-4